Blog > Komentarze do wpisu

Natalka Babina "Miasto ryb"

Natalka Babina jest białoruską dziennikarką oraz autorką zbioru opowiadań i niniejszej powieści czyli mimo dojrzałego wieku pisarka to początkująca. Nie widać tego bynajmniej w „Mieście ryb” (opowiadania dopiero mam zamiar przeczytać). Powieść łączy elementy prozy kobiecej, kryminału, powieści przygodowej oraz obyczajowej i każdy wątek jest wart uwagi, język jest soczysty, akcja wciąga, a całość zostawia ten szczególny posmak po przeczytaniu, kiedy przez kolejne dni od ukończenia książki ma się wrażenie, że jej świat jeszcze brzmi gdzieś w środku ciebie.

Jest rok 2012, który wobec momentu wydania książki jest przyszłością. Mała, umierająca już białoruska wieś Dobratycze przy samej granicy z Polską, staje się tłem dla historii opowiadanej przez główną bohaterkę, Ałkę, kobietę 50-letnią, po przejściach, ciężko doświadczoną przez życie, ale nie pozbawioną ciętego humoru, autoironii i animuszu. Rok 2012 w powieści to czas, kiedy prezydent Łukaszenka jest już przeszłością, jednak jego następca i życie za jego rządów do złudzenia przypominają obecną Białoruś. Zabieg zrozumiały, i choć niezbyt skomplikowany, okazał się skuteczny – książkę na Białorusi wydano.

Charakter Ałki definiuje „kobiecość” tej powieści inaczej, niż może to nam się kojarzyć. O nie, żadnej romantyki, serduszek ani westchnień. Proza życia, twardy realizm, ale i brak kompleksów. Czasem jest trochę wulgarnie, w komentarzach czytałam o oburzeniu pierwszym rozdziałem – po co aż tak? A fe! itd. Dla mnie to było raczej coś w rodzaju: „oj, a to coś nowego!”, jakoś tak mi świeżością powiało, wbrew temu, co jest opisywane ;) .

W opozycji do powyższego stoją wątek umierania małych wsi, aktualny nie tylko dla Białorusi, oraz bardzo ciekawy zabieg wprowadzenia „nor w czasie”, przez które Ałka trafia do dawnego Brześcia (miasta ryb) i obserwuje życie swoich przodków. Tutaj jest pełno nostalgii, wręcz poezji, opisy są bardzo sugestywne, miałam wrażenie, że oglądam film, a nie czytam.

Akcja jest wartka, trudno mi było się oderwać, ale najbardziej urzekły mnie właśnie połączenie realizmu i poetyckiej tęsknoty za tym, co przeminęło, prawdziwość tej książki, ten brak „przypudrowania”, bo klniemy, kiedy należy przeklnąć, i płaczemy, kiedy jest nad czym. Jak w życiu.

niedziela, 13 września 2015, wwgnika
Tagi: 2015 Babina

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: