Zakładki:
0. W planach (to, czego nie ma na lubimyczytac.pl)
1. Przeczytane w 2015
2. Przeczytane w 2009 lub wcześniej
2. Przeczytane w 2010
2. Przeczytane w 2011
2. Przeczytane w 2012
2. Przeczytane w 2013
2. Przeczytane w 2014
3. Słowniki etc
4. Poradniki
Czytam innych
Filmy
Filmy ulubione
Od zmierzchu do świtu
Seriale

wtorek, 25 stycznia 2011

Będzie krótko. Wcześniej nie czytałam - tłumaczenia na białoruski, ani rosyjski w czasach, kiedy moja kategoria wiekowa byla dla takich książek odpowiednia, nie spotkałam (a szkoda!). Zachwycona byłam, zanim wzięłam do ręki, a to dlatego, że moja nieznosząca czytania jako takiego 14letnia córka nie mogła się oderwać (po cichu mam nadzieję, że będzie to jej początek w świecie dobrowolnego czytania). Przeczytanie obu zajęło mi 2 dni (oczywiście nie czytałam cały czas), zamierzam czytać dalsze części, w miarę jak będą się w domu pojawiać. choćby po to, by móc z córą podyskutować. Czy mi się podobały przygody Celestyny o złotym sercu i trzpiotki-Anieli? No właśnie, tu troszkę zwątpiłam, bo... podobały mi się bardzo. A zwątpienie to wzięło się stąd, że przecież wiek już dawno nie ten, czym tu się zachwycać? Czy należę do rzadkiej kategorii dziwołągów, co to po trzydziestce lubią czytać o pierwszych miłościach i problemach szkolnych? Czy jest nas takich więcej, tylko się nie ujawniamy zbytnio? Ciekawa jestem...

niedziela, 16 stycznia 2011

Film ten obejrzałam zachęcona przez recenzję kasi.eire. Wcześniej o nim nie słyszałam.

Jak się okazało, ta czeska produkcja  była nowinowana do Oskara w 2003 roku jako najlepszy film obcojęzyczny. Został zrealizowany na podstawie autobiograficznej (jak podaje strona filmu) powieści Kvity Legatovej (KVÌTA LEGÁTOVÁ) "Hanulka Jozy" (“JOZO VAHANULE”) będącej częścią cyklu "żelarskiego", w skład którego wchodzą również opowiadania "Żelary" (o mieszkańcach małej góralskiej wioski, gdzie czas się dawno zatrzymał i gdzie się rozgrywa również większość akcji filmu). Reżyserem filmu jest Ondřej Trojan, a odtwórcami głownych ról czeska aktorka Aňa Geislerová (Eliška/Hana) oraz węgierski aktor György Cserhalmi (Joza). Akcja się toczy w czasie II wojny światowej, ale nie jest to typowy film wojenny. Opowiada o sytuacji, kiedy wyemancypowana główna bohaterka jest zmuszona uciekać, zmienić imię i nazwisko oraz miejsce zamieszkania (wyjeżdża z Pragi do "zapadłej" góralskiej wsi) i zamieszkać pod jednym dachem z człowiekiem, którego nie zna, pochodzącym jakby z innego świata, bardzo prostym i przyzwyczajonym do życia w warunkach i według obyczajów, które są dla niej zupełnie obce i często niezrozumiałe. Podoba się czy nie, problemem jest to, że Eliszka musi w Żelarach zostać. Czy się tam odnajdzie? Czy potrafi nawiązać relacje z ludźmi, którzy jej się od początku uważnie przyglądają? Czy wszystko się skończy happy endem czy katastrofą? A może ani jednym, ani drugim? A może to kwestia odbioru przez konkretnego widza? Nie chcę pisać za dużo, by nie zepsuć niczego tym, którzy zechcą obejrzeć. Film mi się bardzo podobał - zarówno ze względu na naturalną grę aktorów i ciekawą fabułę, jak i ze względu na piekną dziką scenerię. Oglądając na ekranie życie górali w takich najprostszych warunkach, widziałam moją białoruską wieś, gdzie się praktycznie wychowałam, za którą tęsknię i która jest podobna do Żelar prawie we wszystkim, mimo że nie jest położona w górach. Tak więc, poruszył ten film we mnie również struny bardzo osobiste, ale i bez tego by mi się spodobał. Za Kasią.eire polecam gorąco!

-----------------------------

Fragment powieści "Hanulka Jozy":

[…]
Podanie ręki dużo mówi. Uścisk Żeni był niekobieco mocny. Patrzyła na mnie nieśmiało, ale nie zdołało mnie to zmylić. Oglądała mnie jak jakiś eksponat.
– Żenia cię ubierze.
Oburzyłam się. Niby dlaczego Żenia miałaby mnie ubierać? Jasną, skromną sukienkę, w której przyjechałam i w której w tym zapadłym kącie spokojnie mogę iść do ślubu, założę sobie sama.
Żenia gdzieś pobiegła.
Joza nalał mi do glinianej misy ciepłej wody do mycia. Wracały wczorajsze przeżycia. Poczucie dumy, z jakim pokazywał mi drewnianą wygódkę, do której wchodziło się z szopy. Wejście do niej obłożone było pociętym drewnem. W rogu stała ogromna skrzynia pełna trocin.
Kafle grzały, na stole stały kubki z herbatą, pośrodku plecionka z chlebem i dwoma rogalikami. Rogaliki były dla mnie.
Ledwie zdążyliśmy zjeść śniadanie, Żenia już była z powrotem. Niosła wiklinowy kosz. Joza odetchnął z ulgą i zniknął. Zawartość kosza znalazła się na ławie. Usłyszałam, że są to kostiumy z kółka teatralnego.
– Możesz sobie wziąć perukę i tę sukienkę, albo welon i to.
Wyjaśniać Żeni, że nie wybieram się na bal przebierańców, byłoby chyba stratą czasu.
– Dziękuję, mam całkiem odpowiedni strój.
– W tym się nie możesz pokazać.
– Dlaczego?
– Głównie przez te włosy. W domu możesz nosić to – podała mi dwie chustki, jedną niebieską z wyszywanym brzegiem, drugą beżową, też haftowaną. – Aż ci odrosną włosy.
Na razie rosłam ja sama.
Dostałam się w tryby jakichś idiotycznych tradycji dzikiego plemienia, dla którego prawo do indywidualności to pojęcie bez treści. Wybrałam welon, bo wydał mi się bardziej dziwaczny. Wyglądałam w nim jak wystraszona nimfa.
Podejrzewałam, że to dopiero początek błazenady, i nie myliłam się. Rozum doradzał mi, żeby uwierzyć Żeni na słowo.
[…]

(podaję za http://www.petlaczasu.pl/hanulka-jozy/b05004330 )

Na stronie filmu można ściągnąć w pdf tzw. presskit, podający informacje o filmie, rezyserze i głównych aktorach (po angielsku), z którego korzystałam, pisząc ten wpis.

 

Tagi: 2011
15:38, wwgnika , filmy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 stycznia 2011

Właśnie skończyłam słuchać audiobooka H. Cobena "Zachowaj spokój". Wciąż jestem pod wrażeniem z powodu 2 rzeczy. Po pierwsze, forma audiobooka - mimo, że słyszymy wciąż, jak bardzo jest fajna i w ogóle - wcale nie przekonała do siebie, jak dotąd, zbyt wielu osób. Ja osobiście nie znam nikogo, kto by ich słuchał (chyba, że się nie przyznali). Oj, przepraszam, skłamałam. Słucha mój syn Michał, ale to z czystej nienawiści do czytania lektur :) Sama, mimo że teoretycznie wiem, że to ciekawa i wygodna forma (w końcu to ja zapoznałam Michała z taką mozliwością), niewiele na razie słuchałam. Literaturą piękną - jako wzrokowiec - wolę sycić się w tradycyjny sposób. Z tego samego powodu (bycia wzrokowcem) wolę czytać te książki, które mają zostawić w mojej pamięci jakieś informacje. Ale irytujace jest to, że przez takie podejście w ogóle prawie nie czytam - 3 dzieci dostarcza zajęć na bieżąco. Kura domowa z założenia nie ma czasu na książki, choć taka, jak ja, w skrytości ducha nienawidzi tych zajęć, które jej to uniemożliwiają. A tu od 3 dni zmywam i sprzątam bez zgrzytania zębami - więcej, w ogóle tego nie zauważam, bo... słucham thrillera Cobena. Nie jest to literatura piękna, ani nic takiego, nad czym się trzeba wysilać, by coś tam zapamiętać - tak, więc chyba znalazłam coś dla siebie w tej kategorii. Po drugie, fajny ten thriller. Niby nie spodziewałam się niczego wielkiego, ale sprytnie poplątane i zaskakujące na końcu - tak, jak i powinno, a najbardziej trafiło do mnie, ponieważ porusza temat dylematów rodzicielskich - tego, jak daleko możemy się posunąć w trosce o to, by chronić nasze dzieci przed tym niebezpiecznym światem. Dla mnie bardzo aktualne, dla każdego chyba będzie wciągające, jednym słowem gorąco polecam :)

 

(wpis przeniesiony z kura.blox.pl)

Był sobie chłopiec – taki, jak inni. Bawił się, pomagał rodzicom, chodził do szkoły. Pewnego razu szkoła zorganizowała wycieczkę, ale rodziców chłopca nie było na nią stać. Chłopiec wymyślił w klasie jakiś powód, dlaczego nie może jechać, lecz nauczycielka mu nie uwierzyła. Mało tego, poniżyła chłopca przy całej klasie stwierdzając z jakąś dziwna satysfakcją, że pewnie go nie stać na wycieczkę, ze jest BIEDNY. Chłopiec na zawsze zapamiętał tamten dzień – to, jak patrzyli na niego koledzy i to, jak strasznie się czuł z tym piętnem biedy na sobie. Jak to w życiu bywa, to negatywne zdarzenie miało pozytywne skutki. Chłopiec postanowił zostać bogatym i nie ustawał w swoim dążeniu, ucząc się przedsiębiorczości i metodą prób i błędów podążając w upragnionym kierunku. Nie przeszkodziły mu w tym liczne porażki, niezrozumienie otoczenia, nieuczciwość ludzi, ani brak środków na starcie. Odkrył „uroki” ciężkiej pracy fizycznej (np. zbierając truskawki po 13 godzin dziennie) i potęgę Internetu, rozkręcał jeden interes po drugim, aż w końcu znalazł odpowiedź i został... MILIONEREM. Co nam do tego? Otóż Robert Maicher opisał całą tę historię w swojej książce pt. „Truskawkowy milioner”, a jego celem było pokazać czytelnikom, że każdy może osiągnąć to, co on, oraz podpowiedzieć, jak to zrobić. Cenne wskazówki podane są prostym językiem, autentyczna historia wciąga, a forma audiobooka pozwala zaoszczędzić czas – można tej historii słuchać jadąc samochodem, zmywając naczynia czy spacerując z psem. A zaraz po wysłuchaniu można zacząć swoją własną drogę do bogactwa lub skorygować już zaczętą.

(wpis przeniesiony z kura.blox.pl)

Film można byłoby nazwać zbyt piękną historią, gdyby nie był oparty na historii prawdziwej... Poruszający, pouczający, i inspirujący :)

 

Na stronie Freedom Writers Foundation można znaleźć przykładowe lekcje w oparciu o metody, stosowane przez nauczycielkę Erin Gruwell, wywiady z nią, informacje na temat książki, na podstawie której powstał film itd.:

 

 

 

 

 

 

 

(wpis przeniesiony z kura.blox.pl)

Morgan Freeman i Jack Nicholson muszą zdążyć przed śmiercią ze zrobieniem kilku naprawdę ważnych rzeczy...Film nie najnowszy, ale i tak warto.

 

 

 

(wpis przeniesiony z kura.blox.pl)

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Jak i zapowiadał reżyser, film opowiada historię zbrodni katyńskiej  przede wszystkim od strony zwykłych ludzi, którzy przetrwali. Tych żyjących nadzieją lub złudzeniami, wiernych do końca lub uciekających w ideę brania tyle wolności, ile nam dadzą, odważnych lub tchórzliwych, zbyt gorących lub zbyt zimnych - wyliczać można długo, bo zwykli ludzie są bardzo różni. W tej różnorodności zawsze się odnajdzie postać, z którą można szczególnie się identyfikować - bo jesteśmy kimś takim albo chcielibyśmy być. To współodczuwanie z bohaterem daje w tym przypadku coś bardzo cennego - emocjonalne przeżycie fragmentu przeszłości swojego narodu, które uczy historii lepiej, niż jakiekolwiek suche fakty.

Tagi: 2011
00:51, wwgnika , filmy
Link Dodaj komentarz »

Autorki klasycznych powieści kryminalnych nie trzeba nikomu przedstawiać (chyba że młodszemu pokoleniu, które mało czyta, niestety). Klasyka to klasyka, co tu dużo mówić. Tak więc, będzie bardzo krótko. W bibliotece pewnej rezydencji znajdują ciało młodej dziewczyny, której nikt z mieszkańców nie zna. Rozpoczyna się śledztwo, z pomocą wkracza panna Marple, detektyw-amator, ktorą spotkamy w wielu powieściach Christie, a uważny czytelnik ma szansę na samodzielne rozwiązanie zagadki (a przynajmniej na wskazanie mordercy). Czyta się błyskawicznie i tu trzeba uważać, by nam jakiś ważny szczegół nie umknął. Bardzo przyjemnie spędzony czas - aż nabrałam ochoty na więcej.

W kwestii nocy: akcja w sumie toczy się za dnia, nocą zostaje jedynie popełnione morderstwo, o którym na początku nic nie wiemy, oraz również nocą wiele się wyjaśni. Taka klamra: noc-zagadka i noc-rozwiązanie, a w środku wyścig czytelnika z autorem przy dopasowywaniu elementów układanki. Fakt, że w oryginalnym tytule (The Body in the Library) nie ma nocy, moim zdaniem niczego tu nie zmienia - czy zastanawiamy się nad tym, do kogo należy i skąd się wzięło ciało, czy nad tym, co się działo owej nocy, chodzi o to samo.

poniedziałek, 03 stycznia 2011

Do czytania skłoniła mnie ekranizacja książki z 2008 roku (jak się okazało, bardzo okrojona z wątków, ale świetnie oddająca ogólny klimat), a także to, że pisarstwo Lindqvista i skandynawska literatura jako taka nie są mi bliżej znane.

Na okładce polskiego tłumaczenia czytamy, że „Wpuść mnie” jest „niezwykłym połączeniem literackiego horroru z powieścią psychologiczną”. Zgadzam się z tym i nie zgadzam jednocześnie. Tak, jest to zdecydowanie powieść psychologiczna, ukazująca to, jak bardzo potrzebujemy przyjaźni w naszym życiu, jak trudno znaleźć prawdziwego przyjaciela, zwłaszcza jeśli jesteśmy nie tylko nie-przebojowi, lecz wręcz całkowicie wyobcowani w swoim środowisku. Potrzeba bratniej duszy jest tak silna, że kiedy już takową odnajdziemy, może się okazać, że nie będzie nam wcale przeszkadzać, że jest to choćby… wampir. Coś takiego przydarza się głównej postaci powieści – Oskarowi, szóstoklasiście, mieszkającemu na przedmieściu Sztokholmu i będącemu ofiarą przemocy rówieśników. Zaprzyjaźnia się on z wampirem Eli, który/która wprowadza się do sąsiedniej klatki pewnej nocy. Rzecz jasna, nie będzie sielankowo, będą komplikacje, krwawe sceny i wszystko, co powinno się znaleźć w horrorze o wampirach. Ale musze przyznać, że „wampirza” strona książki nie była dla mnie najstraszniejsza, choć sugestywna. Dlatego, że najmroczniejsze wrażenia zostają po przeczytaniu o pragnieniach i czynach ludzi. Można pokusić się też o stwierdzenie, że wampiry w tej książce różnią się od siebie w zależności od tego, jakimi ludźmi byli poprzednio, choć nie jest to jakoś specjalnie podkreślone. Po przeczytaniu książki mam mieszane uczucia , choć w trakcie czytania trudno mi się było oderwać. Było kilka chwil, kiedy zastygłam z obrzydzenia i nie chodziło bynajmniej o picie krwi. Były momenty, kiedy współczułam wampirom. Ogólne odczucie pozostało takie, jakbym właśnie wróciła z miejsca, gdzie panuje wieczna noc. Pod tym względem nie pomyliłam się, wybierając tę książkę jako lekturę do wyzwania. Noc jest w niej wszędzie, nawet jeśli rzecz się dzieje za dnia. Czytałam głównie nocą, co pewnie spotęgowało moje wrażenia. Sprzyja pewnie temu również umiejscowienie akcji w Szwecji jesienią/zimą – wiadomo, krótki dzień i długa pora mroku. Noc ma różne znaczenie dla różnych postaci powieści – dla wampira noc to życie, aktywność, uczta, dla Oskara – bezpieczeństwo, bo w mroku staje się jakby niewidzialny, a więc nieosiągalny dla swoich prześladowców, dla jeszcze innych może to być środek do osiągnięcia celu, pora zapomnienia o codziennych kłopotach lub chwila obcowania z Bogiem. Dzień jest przeraźliwie ponury, jak życie w sztucznie stworzonej dzielnicy bez kościoła, historii, tradycji. Noc może być straszna, ale i piękna, gdyż okrywa „wiecznością, głębią, przestrzenią” całą brzydotę ludzkiego świata, opisanego przez Lindqvista.

 

-------------

Jeśli ktoś z Was oglądał remake z 2010, proszę o komentarz, czy warto obejrzeć.