Zakładki:
0. W planach (to, czego nie ma na lubimyczytac.pl)
1. Przeczytane w 2015
2. Przeczytane w 2009 lub wcześniej
2. Przeczytane w 2010
2. Przeczytane w 2011
2. Przeczytane w 2012
2. Przeczytane w 2013
2. Przeczytane w 2014
3. Słowniki etc
4. Poradniki
Czytam innych
Filmy
Filmy ulubione
Od zmierzchu do świtu
Seriale

piątek, 27 stycznia 2012

Podobno, zabić może każdy. Czy to prawda? Pewnie wielu chociaż raz zastanawiało się nad swoją zdolnością do odebrania życia innej osobie. Czy ja potrafiłabym to zrobić? Jeśli tak, to w jakich okolicznościach? W obronie własnej lub swojej rodziny? Kiedy liczą się sekundy i działamy pod wpływem instynktu samozachowawczego, nie wydaje się to być niemożliwe. Ani łatwe, oczywiście. Ale jeśli nie będzie chodziło o sekundy, ani nawet minuty? Czy potrafiłabym zaplanować morderstwo? Pierwsze odczucie jest niezachwianie negatywne. A gdybym nie widziała innego wyjścia? Nie żyła w cywilizowanym kraju teraz, albo w epoce, kiedy kobiety świetnie (często lepiej od mężczyzn) radzą sobie z problemami, tylko w okolicznościach, gdy byłabym zdana sama na siebie? Czy potrafiłabym zabić wtedy? I w jakiej sytuacji rozważałabym jeszcze, czy wystarczająco zamknęłam na wszystkie spusty własne sumienie, a w jakiej - czy mam już dość odwagi? Nie jestem pewna odpowiedzi na wszystkie te pytania, mam jednak do tej zagadki mały kluczyk, którego nie ujawnię, by ten wpis nie stał się spoilerem. Powiem tylko, że Dolores miała ten sam. I zabiła. Ale rzecz nie w tym, że to zrobiła - przyznaje się do tego zaraz na początku powieści. Rzecz w tym, by poznać, jak do tego doszło i dlaczego. I wyobrazić potem siebie na jej miejscu...

W odróżnieniu od książki film mnie, niestety, nie zachwycił. I to pomimo dobrze zagranej roli Dolores przez lubianą przeze mnie Kathy Bates. Razem z mężem źle odebraliśmy przeniesienie sporej części akcentów z matki na córkę, które stworzyło tym samym trochę inną opowieść. Na tyle inną, że będąc świeżo po przeczytaniu, nie potrafiliśmy się wczuć, krzywiąc się na brak w filmie bardzo istotnych elementów, które King zgrabnie przeplatał, snując tę smutną historię...

wtorek, 10 stycznia 2012

Książkę przesłuchałam, bo w naszej miejskiej bibliotece jej nie ma (!). Jest z tych, które i tak kiedyś kupię, mimo, że przeczytałam i obejrzałam film. Albo może ktoś kiedyś da mi w prezencie :)

Pewnie większość osób czytających blogi o książkach, a tym bardziej piszących takie blogi ma tę pozycję dawno zaliczoną. Ale gdyby zabłąkał tu ktoś, kto się z nią jeszcze nie zetknął - parę słów o tej powieści.

Żadna to sensacja, kryminał, wartka akcja itd. Rzecz rozwija się powoli, dzieje się, zwłaszcza na początku, niby niewiele, ale detal po detalu poznajemy małe miasteczko Jackson w Missisipi i życie jego piękniejszej połowy - od najbardziej wpływowych białych żon i działaczek poprzez żony białe, ale nieistotne dla tych pierwszych aż po czarne służące (kogo to obchodzi żony czy też nie?). Lata 60te ubiegłego wieku w USA to nie tylko czas segregacji rasowej, ale i czas, kiedy żona musiała być piękna, modna, zawsze uśmiechnięta, działająca w organizacjach społecznych (np. zbierając pieniądze dla biednych murzynków z Afryki, mniejsza że nienawidzi tych, co mieszkają w tym samym mieście), wspierająca męża i mająca idealny dom i zadbane dzieci. Czas, kiedy kobieta musiała też być żoną. Nie dziwi mnie, że te młode dziewczyny potrzebowały pomocy (ang. tytuł The Help lepiej oddaje to znaczenie, jakie miały czarne służące w białych domach). W gruncie rzeczy wszystkie tu są ofiarami - i te białe, uwięzione w pułapce własnych stereotypów, i te czarne, zmuszone pozostawić własne dzieci w domu pod opieką starszego rodzeństwa, by wychowywać białe dzieciaki często niekochane przez własne matki. Nie było jednak tak jednakowo beznadziejnie w każdym domu. Jak i wszędzie, niektórzy nie ulegali stereotypom, biali pracodawcy wspierali swoje czarne pracownice, często dokonując wzruszających wręcz gestów, a one na zawsze pozostawały im wierne i wdzięczne. Ale tak jak nie mówiło się głośno o problemach segregacji, tak też nie wspominano na forum publicznym o tych gestach wzajemnej dobroci, w istocie zwyczajnej dobroci ludzkiej. Żeby poruszyć to bagienko, żeby przeciwstawić się całemu społeczeństwu, trzeba było odwagi i determinacji. To oczywiste. Ale przede wszystkim trzeba było odwagi w relacjach z samą sobą, szczerości wobec siebie samej, wiary, że "w świecie, w którym można być kimkolwiek, najlepiej być sobą". I to już problem ponadczasowy i dotyczący wszystkich ludzi bez wyjątku. Dlatego książkę polecam nie tylko kobietom.

Bardzo mi się podobał zabieg użyty przez autorkę, czyli wprowadzenie trzech narratorek. Jedna młoda odważna biała kobieta i dwie nie tak młode, ale nie mniej odważne czarne przedstawiają różne punkty widzenia na te same wydarzenia, co daje poczucie "słyszalności" myśli postaci (kiedy mamy jednego narratora, słyszymy myśli tylko jego jednego). Dodatkowym atutem polskiego audiobooka jest pięknie wykonana praca trzech polskich aktorek - Anny Seniuk, Anny Guzik i Karoliny Gruszki. Użyczyły one trzem narratorkom swoich głosów, znakomicie odczytując tekst powieści.

Nie zawiódł również i film. Ciekawe kreacje, nowe twarze, pełno humoru i wszystko współgra z książką, czego lubiący czytać chyba zawsze wymagają od ekranizacji.

Dla mnie uczta pod każdym względem!

P.S. Coś czego siłą rzeczy brakło w filmie, a jest bardzo ważne. Podziękowanie autorki skierowane na końcu książki do czarnej służącej, która pracowała dla jej własnej rodziny przez 50 lat, było dla mnie chyba najbardziej wzruszające... Oto fragment wywiadu z Kathryn Stockett na ten temat (in English):