Zakładki:
0. W planach (to, czego nie ma na lubimyczytac.pl)
1. Przeczytane w 2015
2. Przeczytane w 2009 lub wcześniej
2. Przeczytane w 2010
2. Przeczytane w 2011
2. Przeczytane w 2012
2. Przeczytane w 2013
2. Przeczytane w 2014
3. Słowniki etc
4. Poradniki
Czytam innych
Filmy
Filmy ulubione
Od zmierzchu do świtu
Seriale

środa, 23 lutego 2011

Ostatnio wzięło mnie jakoś na filmy krótkometrażowe. Tym razem proponuję 2 filmy, które mi się jakoś ze soba skojarzyły. Pierwszy jest dziełem znanego Tomasza Bagińskiego, drugi nieznanej mi z imienia młodej dziewczyny z Wielkiej Brytanii, uczestniczki festiwalu filmów na Manhattanie. Są tak krótkie i sugestywne, że komentarz zbędny. Wystarczy obejrzeć.

 

Dzisiaj o 2 bajkach, które bardzo się spodobały mnie i mojej rodzinie. Wymagająca widownia, oprócz mnie i męża, składała się z 15-latki, 13-latka i tego najbardziej wymagającego, czyli 1,5-rocznego bobasa :) Trafić w tak rozbieżne gusta nie jest łatwo, ale bajki egzamin zdały, a świadczy o tym ilość powtórnych odtwarzań (co dla rodziców już nie jest takie zabawne).

Od razu się przyznam, że pierwszą część ogłądałam kątem oka, a drugiej wcale. W niczym to jednak nie przeszkodziło. Historia się zaczyna od wybiegu zastosowanego przez zabawki Andy'ego, by zwrócić na siebie jegoż uwagę. Niestety, bezowocnego - Andy ma 17 lat i właśnie zamierza opuścić dom rodzinny, by wyjechać na uczelnię. Co się stanie z jego zabawkami? Zostaną sprzedane, oddane komuś innemu, przerzucone na strych czy zwyczajnie wyrzucone? Tak czy inaczej, przygód będą miały wiele. Przede wszystkim jest zabawnie, ale i łezka w oku się może zakręcić - córka i ja uroniłyśmy swoją porcję, i chociaż powód niby ten sam, jednak spojrzenia na niego trochę różne: ona właśnie wkroczyła w ten niepewny okres, co się znajduje między dzieciństwem a dorosłością, ja zaś już przeczuwam szybkie jej wyfrunięcie z domowych pieleszy...

Jeśli chodzi o Shreka, to jedynka była świetna, dwójka możliwa, a trójka pozostawiała do życzenia. Tak już bywa, że najlepsza część historii odbywa się zanim padną słowa "żyli długo i było im zielono". By kolejna część się udała, należałoby się cofnąć do czasu sprzed tych słów. Tak właśnie jest w czwartej części. I słusznie.

niedziela, 20 lutego 2011

Polecam film krótkometrażowy irańsko-kanadyjskiego reżysera i poety Hosseina Martina Fazeli'ego (pierwszy raz dzisiaj o nim usłyszałam, a jest obsypany przeróżnymi nagrodami za swoją twórczość). Film nosi tytuł "Koszulka", traktuje o tolerancji i jest, moim zdaniem, ze wszech miar godzien obejrzenia!

sobota, 19 lutego 2011

Od wypadku w dzieciństwie Jeanne nie pamięta niczego, co było przed tym wypadkiem. W poszukiwaniu wspomnień usiłuje napisać powieść autobiograficzną. Pisaniu towrzyszą dziwne rzeczy: kobieta przestaje poznawać swoje mieszkanie, męża, dzieci, matkę. A nawet siebie. Jej ciało się zmienia, czuje się zagubiona i nierozumiana, bo otoczenie zdaje się nie zauważać, że coś jest nie tak. Bliscy powtarzają jej, by nie grzebała w przeszłości, nie oglądała się.

Rolę Jeanne zagrały Sophie Marceau i Monica Bellucci (ponieważ aktorki są dwie, widz może obserwować zmiany w jej ciele, czasem jest to Marceau, czasem Belucci, a czasem dziwna mieszanka obu). Nie mogąc ze sobą poradzić, bohaterka postanawia odkryć prawdę za wszelką cenę.

Najbardziej się bałam, że jest po prostu chora psychicznie, a wtedy całe oglądanie by było na nic, bo jakoś tak pragnęłam innego wytłumaczenia. Muszę powiedzieć, że nie tylko się nie zawiodłam, ale byłam bardzo mile zaskoczona. To, co oglądamy jako urojenia lub jakieś zjawiska nadprzyrodzone, znajduje bowiem logiczne wyjaśnienie. Oczywiście, nie powiem jakie. Kiedy już wiedziałam, o co chodzi, stwierdziłam, że cała historia została pięknie przedstawiona, łącząc na końcu niejednoznaczność i pewną dowolność interpretacji z wyraźnie optymistycznym przesłaniem. Po obejrzeniu na jakiś czas popadłam w lekką zadumę.  I to właśnie lubię, że niektóre filmy mają na mnie taki wpływ...


Tagi: 2011
17:34, wwgnika , filmy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 lutego 2011

Tytuł książki oznacza "Chodź na mój głos". Są to wspomnienia białoruskiej poetki Danuty Biczel, mieszkającej przez wiekszość swojego życia w moim kochanym Grodnie. Wspomnienia jej są wyjątkowe, ponieważ poetka pisze nie tyle o sobie, co o ludziach ważnych dla białoruskiej historii i kultury, z którymi miała szczęście obcować, korespondować, przyjaźnic się. W książce jest dużo informacji na ich temat, jest to cenne ze względu na to, że często byly to osoby niewygodne dla władz komunistycznych (i nawet tych obecnych), więc nie uczyliśmy się o nich w szkole, a jeśli nawet, to nie takie rzeczy nam o nich mówiono. Dużo jest też  o historii Grodna. Książka bardzo dla mnie wzruszająca i motywująca. Zdaję sobie sprawę, że przeciętny Polak z tej mojej notki nie skorzysta, ale może zabrnie tu kiedyś ktoś białoruskojęzyczny - takim osobom lekturę gorąco polecam. Pod jej wpływem zaczęłam aktywniej pisać mój blog białoruski.

Ksiązka została wydana w serii "Biblioteka grodzieńska" dzięki współpracy Ruchu za Wolność (Grodno) z Kolegium Europy Wschodniej z Wrocławia, Ministerstwem Spraw Zagranicznych RP oraz władzami Wrocławia – miasta partnerskiego Grodna. Taka polska pomoc jest dla Białorusinów czymś wspaniałym.

---

"„Chadzi na moj holas” - wspomnienia grodnianki Danuty Biczel – znanej białoruskiej poetki, ur. w 1936 roku są kolejną pozycją w Bibliotece Grodzieńskiej. To pierwsze wydanie jej wspomnień na temat swojego zycia, tworczosci, Grodna, znanych ludzi, którzy tu mieszkali i mieszkają. Autorka opowiada o spotkaniach z prześladowaną inteligencja, o próbach pokazania świadomości białoruskiej w sowieckich czasach. Opowiada o swojej przyjaźni z Vasilem Bykawem, Larysą Geniusz, o pierwszych zwiastunach ruchu demokratycznego w Grodnie, którego była jedną z czołowych postaci." (z www.bialorus.pl)

piątek, 11 lutego 2011

Poirot dostaje listy od tajemniczego A.B.C., w których zapowiadane są kolejne morderstwa. Dlaczego morderca wybrał Poirota? Jak dobiera miejsca zbrodni i ofiary? Ile osób musi zginąć, zanim słynny detektyw rozwiążę tę nietypową zagadkę? Przyznaję, że tym razem zostałam całkowicie wpuszczona w maliny - rozwiązanie bardzo mnie zaskoczyło :) Poza tym, podobał mi się klimat tej powieści - spokojny Poirot wśród zrozpaczonych krewnych ofiar i zbyt pewnych siebie policjantów, posądzany o tracenie czasu na bezowocne rozmyślania. Jednak on, jak zawsze, wie, co robi... Ciekawe, że w "ABC" znajduje się zapowiedź intrygi z  powieści "Karty na stół", z kolei w "Kartach..." jest wzmianka o rozwiązaniu przez Poirota zagadki ABC, z czego jest bardzo dumny. Obydwie książki są z tego samego roku (1936).

niedziela, 06 lutego 2011

Co się stanie, jeśli morderca, który popełnił zbrodnię przed laty i uszło mu to na sucho, poczuje się zagrożony przez osobę, która domyśliła się jego tajemnicy? Czy zamorduje ponownie, by sekret nie został ujawniony? A co się stanie, jeśli takich morderców będzie aż 4 i zostaną oni zgromadzeni w jednym pokoju przy partyjce brydża, obserwowani przez gospodarza, mającego ubaw po pachy z dręczenia emocjonalnego ludzi, których tajemnice posiadł? Wiadomo, zostanie on zamordowany. Przez doktora? Starszą panią? Majora? Piękną pannę? Każda z tych osób mogła zabić, ale która tym razem? Poirot oczywiście domyśli się wszystkiego. Mnie się nie udało wykryć sprawcy przed czasem, choć teraz, kiedy juz wiem, jakim tropem należało podążać, wydaje mi się, ze to takie proste. Kilka zwrotów akcji, ciekawa metoda Poirota i  znakomita zabawa przede wszystkim.

sobota, 05 lutego 2011

Pisałam kiedyś, że mam zamiar obejrzeć ten 10-odcinkowy serial, ale minęło sporo czasu, zanim się do tego zabrałam. Przyznam, że na początku mnie zdenerwował! Nie miałam cierpliwości do bandytów i duńskiego inspektora policji - pierwsi wydawali mi się mało przekonujący, ten drugi przynudzał. Zgrzytałam zębami, ale dotrwałam do końca. A że bandyci stopniowo co raz mniej się pojawiają na ekranie, do inspektora idzie się przyzwyczaić (skądinąd bardzo dobry aktor Tabakow), a akcja się rozkręca, to ogólne wrażenie niezłe. Można było lepiej, ale w sumie całkiem sympatycznie (chyba ostatnio nadużywam tego słowa).

Serial można obejrzeć online (w oryginale) lub ściągnąć z chomika (z polskim dubbingiem).

Książka "Całe zdanie nieboszczyka" bardzo mi się podobała. Joanna jak zwykle trafia w niezwykły splot zdarzeń, jest rzucana w różne zakątki świata, musi się przeciwstawiać zorganizowanej przestępczości i udaje jej się to jak najbardziej. A wszystko doskonale skropione inteligentnym humorem.

Jeśli któś zaczął od filmu, książkę TRZEBA przeczytać, jeśli od książki - wedle uznania. Na ogól bardzo ciężko jest trafić, moim zdaniem, na ekranizację, która dorównuje książce, nie mówiąc o tym, by była lepsza (w sumie po co miała by być lepsza?). Nie wiele mi przychodzi na myśł. A wam? Jakie ekranizacje uważacie za naprawdę dobre? Czy kryterium dobrej ekranizacji musi byc wierność oryginałowi? Czy raczej zachowanie "ducha" książki, jej klimatu etc? A może, jedno i drugie? Proszę o wypowiedzenie się na ten temat w komentarzach :)

czwartek, 03 lutego 2011

„Sen nocy letniej” to komedia w 5 aktach, której rzecz się dzieje w Atenach i w pobliskim gaju. Książę Aten Tezeusz ma wkrótce poślubić Hipolitę, królową Amazonek. O rękę Hermii, córki Egeusza, starają się Lizander, którego kocha sama Hermia, oraz Demetriusz, którego woli Egeusz i w którym jest zakochana Helena. Mieszkańcy gaju mają inne problemy: król Elfów Oberon jest lekceważony przez królową Elfów Tytanię i chcę dać jej nauczkę. Z pomocą przyjdzie mu błazen Puk, jednak też bardzo przy tym namiesza w sercach i umysłach Hermii, Lizandra, Heleny i Demetriusza. Mamy też grupę rzemieślników, przygotowujących sztukę „Piram i Tyzbe” jako prezent ślubny dla księcia Aten. Mimo szczerych chęci, są to bardzo nieudolni aktorzy, ich gra, przekręcanie słów, niepotrzebne wstawki w tekst przygotowywanej sztuki to dla mnie najśmieszniejsze momenty tej komedii („Tyzbe, te wonie wioną z pachy kmiecia…”). Cała rzecz jest lekka, czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Tytułowa letnia noc jest tu domeną leśnych duszków, porą ich psot i swawoli, ale również porą na to, by wyprostować to, co się splatało i pobłogosławić śpiącym ludziom, nieświadomym istnienia równoległego bajecznego świata:

Ryczy w dali lew zgłodniały

I wilk wyje do miesiąca;

Chrapie oracz – a z nim cały

Świat okrywa noc milcząca.

Leci późna skra z komina;

Puszczyk huka przez bór szumny

I choremu przypomina

Odgłos zamykanej trumny.

W mroku takiej głuchej pory

Przez mogilne mchy i darnie

Przesączają się upiory,

Sunąc zwiewnie i cmentarnie.

A my, elfy, na rydwanie

Zaprzężonym w nocne smoki

Torujemy drogę Dianie,

Niosąc się jak sen w głęboki

Mrok – i w ciszy, po kryjomu

Wchodząc w progi tego domu.

Ja bogini miotłą służę:

Lecąc przodem, zmiatam kurze.

(…)

Nim świat wdzieje brzasku stroje,

Błądźcie, elfy przez pokoje.

Wasze pieśni niech poświęcą

Łoże młodym nowożeńcom (…).

Przeczytane w ramach wyzwania literackiego "Od zmierzchu do świtu"

I znowu widzowie podzielili się na wielbicieli i przeciwników. I znowu jestem gdzieś po środku.  I znowu było przyjemnie, ale nie powałiło na kolana. I znowu DiCaprio :)

Ciekawy pomysł te sny we śnie. Dobre efekty - najbardziej mi się podobało, kiedy miasto zaczęło się składać pod kątem prostym. Oscar za najlepszy film? Zdecydowanie nie. Ale jako film nominowany, wywołujący zażarte spory, poruszający tematykę możliwości  ludzkiego umysłu - warto obejrzeć.

 

Tagi: 2010
12:56, wwgnika , filmy
Link Dodaj komentarz »

Bruce Willis, Morgan Freeman, John Malkovich i Helen Mirren czyli emerytowani agenci specjalni CIA, którzy ponownie chwytają za broń. Dobra zabawa. Bardzo sympatyczne kino rozrywkowe.

Tagi: 2010
12:40, wwgnika , filmy
Link Dodaj komentarz »

Nie będę streszczać fabuły - wystarczy obejrzeć trailer lub skoczyć na filmweb. Zdziwiły mnie kontrowersje wokół tego filmu - jedni są oburzeni, że nie jest nominowany do Oscara, inni stwierdzają, że Scorsese odniósł porażkę. Dla mnie - ani jedno, ani drugie. Jeśli szukacie w filmie jakiegoś ambitnego przesłania lub czegoś, czego jeszcze nie było - to nie ten film. Ale jeśli lubicie (tak, jak ja) od czasu do czasu spędzić wieczór, poddając się zabiegom twórców filmu i nasiąkając klimatem - można film obejrzeć. Klimat jest dość mroczny - odcięta od świata wyspa, na której znajduje się szpital dla umysłowo chorych przestępców, dziwne zdarzenia, do tego burze, deszcze etc., ale horror to nie jest, choć trailer to może sugerować. Ja się fajnie wczułam i przyjemnie spędziłam czas (choć o przyjemnych rzeczach film na pewno nie opowiada, to nie pozostawiają one ponurych myśli,  nie ta ranga).  Poza tym, lubię DiCaprio - nic na to nie poradzę! :)

Tagi: 2011
12:27, wwgnika , filmy
Link Dodaj komentarz »