Zakładki:
0. W planach (to, czego nie ma na lubimyczytac.pl)
1. Przeczytane w 2015
2. Przeczytane w 2009 lub wcześniej
2. Przeczytane w 2010
2. Przeczytane w 2011
2. Przeczytane w 2012
2. Przeczytane w 2013
2. Przeczytane w 2014
3. Słowniki etc
4. Poradniki
Czytam innych
Filmy
Filmy ulubione
Od zmierzchu do świtu
Seriale

wtorek, 26 maja 2015

gra_aniola

"Cień wiatru", który zapoczątkował cykl o Cmentarzu Zapomnianych Książek, polubiłam od pierwszych stron. Przeczytałam go niedawno raz jeszcze, zanim się zabrałam za "Grę anioła", by sobie odświeżyć pamięć i wrażenia. I stwierdzam - mimo że autor zaznacza na początku każdej części cyklu, że można je czytać osobno - że zrobiłam słusznie. Inaczej i tak bym musiała wrócić do niej, doszukując się powiązań z drugą częścią, które owszem, na fabułę istotnie nie wpływają, ale wyjaśniają parę rzeczy ważnych dla części pierwszej. Tak więc, jeśli ktoś polubił rodzinę Sempere, tu też będzie obecna. Ale ja w sumie nie o tym.

"Gra anioła" jest przyrządzona z wielu tych samych składników, które przyniosły sukces pierwszej części cyklu. Sugestywne opisy, ponura i intrygująca Barcelona, zagadki, intrygi, namiętności - wszystko jest również tutaj. Od "Anioła" również nie mogłam się oderwać, czytając jak i "Cień" w zawrotnym tempie. Jest jednak jedno subiektywne 'ale', które sprawia, że nie zaliczę "Gry" do swoich ulubionych tytułów. Jest to coś dla mnie dziwnego, bo książkę czytałam z prawdziwą przyjemnością, jednak po zakończeniu pozostało mi tycie-tycie, jednak rozczarowanie.

W czym rzecz? Chyba w nastawieniu. [Kto bardzo się boi najmniejszych nawet spoilerów, niech nie czyta tego akapitu.] Spodziewałam się, że podobnie do poprzedniej części, rozwiązanie będzie jednoznaczne i nie tyle skończy się happy-endem, co pozostawi czytelnikowi poczucie, że to wszystko nie na darmo, że bohater po coś cierpiał, że pomimo tego że historia jest smutna, to jest nadzieja na jakieś przejaśnienie, że może jednym się nie udało, ale inni będą szczęśliwi, jednak nie tak po prostu, lecz wyciągając wnioski i przede wszystkim zachowując pamięć o tamtych i przekazując ją dalej. W "Grze anioła" zostałam po zamknięciu książki sam na sam z porażką, zapytując o sens nie tylko cierpień głównych bohaterów, nie tylko ich walki - tu przede wszystkim nie o coś, tylko przeciwko czemuś - ale wręcz o zasadność głównego wątku łączącego cały cykl, t.j. ratowania jakiejś zapomnianej książki i opieki nad nią. Ktoś mi powie może, że epilog mówi o drugiej szansie, dla mnie jednak epilog ten jawił się jedynie daniem drugiej szansy czytelnikowi takiemu jak ja, by zdecydował się na jakąś odpowiadającą mu interpretację, do wyboru mniej lub bardziej realistyczną. Problem ze mną i tą książką jest chyba taki, że żaden z dostępnych mojemu czytelniczemu odbiorowi wariantów tej interpretacji końcówki nie jest po mojej myśli, ani nie ma na nie mojej wewnętrznej zgody! :)

Nie znaczy to jednak, że książki nie polecam, albo wręcz odradzam. Nic z tych rzeczy. To że podbiła ona u mnie wszystkie "zmysły czytelnicze" oprócz serca, nie znaczy że z kimś innym będzie tak samo. A może ktoś się ze mną posprzecza? Bo czuję się trochę jak mała dziewczynka, której zmieniono zakończenie ulubionej bajki ;)

O fabule nie piszę, jej zarys zapewne jest na tylnej okładce każdego wydania. I żeby nie było, że obrażam się na Zafona - zaczynam właśnie "Więźnia nieba". Tym razem jednak spróbuję już się na nic nie nastawiać :)

 

sobota, 23 maja 2015

Do różnych form czytania wielu nie trzeba już przekonywać. Na czytnikach, tabletach, smartfonach i laptopach można z łatwością gromadzić pokaźne ilości ebooków, co umożliwia jednocześnie łatwe ich zabieranie ze sobą i korzystanie w kolejkach, transporcie publicznym, podczas podróży, a nawet w domu, jeśli ktoś lubi. Co więcej, można już za małe pieniądze mieć ten sam tytuł dostępny na kilku urządzeniach na raz (np. w abonamencie legimi). Audiobooki natomiast umilają prace domowe lub długą jazdę samochodem albo czymkolwiek, jednak trudniejsze są w odbiorze dla wzrokowców. "Prawdziwe" książki dają satysfakcję zmysłom dotyku, węchu i wzroku. Wszystkie te formy czytania dobrze się sprawdzają w różnych sytuacjach, ale przede wszystkim służą naszemu pragnieniu poznawania literatury lub zaspokajają potrzebę jakichś informacji. Oczywista oczywistość.

Jednak czegoś mi w tym wszystkim brak. Marzy mi się posiadanie książek we wszystkich formatach na raz. To jest marzenie, więc odsuwam myśl o cenie. Nie chodzi mi o potrójny zakup jakiegoś tytułu, a raczej o coś w rodzaju wszystko w jednym: kupuję powiedzmy książkę, a na okładce, względnie na paragonie, dostaję link do ebooka i audiobooka. Tak, żebym w fotelu czytała książkę, w autobusie ebooka, a zmywając i sprzątając, słuchała wersji audio. Pozostałabym w objęciach jednej książki aż do jej zakończenia zamiast czytać kilka na raz - nie z braku zainteresowania jedną, a dlatego, że nie chcę targać cegieł na miasto i nie znoszę bezproduktywnej ciszy towarzyszącej sprzątaniu&co. To samo tyczy się czasopism, choć ich ewentualną wersję audio traktuję jednak trochę podejrzliwie.

Ktoś kiedyś powiedział, że wszystkie wynalazki, zanim się pojawiają na świecie, są już wcześniej opisane w książkach fantastycznych. Ja nie proszę o wiele! Jedynie o słodkie 3w1 dla każdego mola w przystępnej cenie. Ciekawe, czy długo poczekam? 

apple256264_1920