Zakładki:
0. W planach (to, czego nie ma na lubimyczytac.pl)
1. Przeczytane w 2015
2. Przeczytane w 2009 lub wcześniej
2. Przeczytane w 2010
2. Przeczytane w 2011
2. Przeczytane w 2012
2. Przeczytane w 2013
2. Przeczytane w 2014
3. Słowniki etc
4. Poradniki
Czytam innych
Filmy
Filmy ulubione
Od zmierzchu do świtu
Seriale

niedziela, 15 lipca 2012

Kolejny kryminał Christie, który przeczytałam z przyjemnością. Motyw zbrodni i kary jest wpleciony w znakomitą intrygę.  Dziesięciu zbrodniarzy, którym nigdy nie udowodniono winy, zostaje zwabionych na wyspę i ginie po kolei w myśl dziecięcego wierszyka o dziesięciu murzynkach. Co natomiast mi się nie podoba, to zmiana pierwotnego tytułu z "Dziesięciu murzynków" na powyższy w myśl dziwacznie, moim zdaniem, pojętej poprawności politycznej. Nie dajmy się zwariować! To tylko wierszyk, do diaska!

Z dobrej książki przeczytanej jakiś czas temu (w tym przypadku jest grubo ponad rok) pamiętam przede wszystkim nie wydarzenia, czy postaci, ale uczucie towarzyszące mi w czasie lektury. Z kolejnych części "Jeżycjady" wciąż czerpię to niesamowite ciepło i trochę nostalgii - jakbym na chwilę trafiła do własnego dzieciństwa i przespacerowała się ulicami mojego miasta. To nic, że Grodno to nie Poznań. Pewne rzeczy są ponad czasem i ponad przestrzenią.

sobota, 14 lipca 2012

Nie jestem prawdziwą fanką gatunku fantasy, ale nie mam też nic przeciwko obcowaniu z dziełami tego rodzaju od czasu do czasu. W końcu pracę magisterską pisałam o "Hobbicie" Tolkiena, a film "Władca Pierścieni" jest jednym z moich ulubionych. Jednak tym, co przede wszystkim skłoniło mnie do przeczytania "Eragona", oprócz rekomendacji przyjaciółki, był fakt, że autor pisząc pierwszą część cyklu "Dziedzictwo" miał 15 lat. Byłam ciekawa, jak sobie poradził, i się nie zawiodłam. Paolini w tak młodym wieku stworzył fikcyjny świat, zamieszkany przez różne rasy, ze swoją historią i geografią, a nawet językami - założę się, że jest fanem Tolkiena :) Jest tu wszystko, co powinno się znaleźć w tego typu historiach: walka dobra ze złem, przyjaźń, miłość, zdrada, niebezpieczne przygody, straszne potwory, wyczerpujące wędrówki, zachwycające budowle - wymieniać można jeszcze długo. Wszystko dobrze trzyma się razem, akcja wartko się toczy, ale co najważniejsze - i tego też byłam najbardziej ciekawa - uczucia bohaterów są pokazane bardzo wiarygodnie, zarówno jeśli chodzi o powoli rozwijające się przywiązanie tytułowego bohatera do swojego rosnącego smoka, jak i rodzącą się w nim niemal niedostrzeżenie fascynację piękną i niezwykła dziewczyną, a także w innych mniej istotnych przypadkach (nie chcę za wiele zdradzać). Rzecz niezwykła dla tak młodego autora, dająca też nadzieję na dalszy rozwój jego umiejętności w kolejnych częściach, które na pewno przeczytam.

To, co udało się 15-letniemu chłopakowi, umknęło niestety twórcom ekranizacji. Właśnie kwestia uczuć tutaj została całkowicie zaprzepaszczona, przez co film wydaje się być sztuczny i nie współodczuwa się z bohaterami, tak jak w książce. Mimo dobrej obsady (Malkovich, Irons) i świetnych zdjęć, kręconych w słowackiej części Tatr, potencjał został zmarnowany. A przecież jest wiele zabiegów filmowych, które sprawiają, że - chociaż naturalny jest brak możliwości 'upchnięcia' w filmie wszystkiego, co jest w książce - da się jednak ocalić to, co najważniejsze, a przede wszystkim klimat i autentyczność. Tym bardziej, ze film Stefena Fangmeiera trwa tylko 1,5 godziny, a nie jest w naszych czasach rzeczą niezwykłą film 2-godzinny lub nawet dłuższy. Mojemu 14-letniemu synowi, chyba z racji wieku, film się podobał, ja jednak pozostanę przy książce :)

czwartek, 12 lipca 2012

W pensjonacie dla studentów dzieją się dziwne rzeczy: zostają zniszczone lub znikają na pozór nie związane ze sobą przedmioty. Studenci mieszkający w pensjonacie to ludzie wszelkiej maści i narodowości, każdy ze swoim bagażem życiowym i wielu z tajemnicami do ukrycia. W gąszczu zagadek tylko Poirot będzie mógł się odnaleźć, a zależy mu też na tym prywatnie: dopóki w pensjonacie nie zapanuje spokój, Poirot jest narażony na pomyłki swojej skądinąd nadludzko skutecznej i zorganizowanej sekretarki - wszystko dlatego, że martwi się ona o swoją siostrę, która to zarządza wspomnianym pensjonatem.

Zakręcona intryga. Wiele angielskich spostrzeżeń na temat obcokrajowców - jak to Christie ni to serio, ni to z przymrużeniem oka :) Mnóstwo bohaterów oznacza mnóstwo różnorodnych charakterów, świetnie zarysowanych. Z przyjemnością przeczytałam w oryginale.

poniedziałek, 09 lipca 2012

Joanna jak zawsze w coś się wplącze, tym razem będzie to świat poniemieckich skarbów i map. Postaci w tej powieści pojawiają się, jak grzyby po deszczu, a akcja toczy się z prędkością światła, mimo to da się połapać i dobrze się bawić, gwarancją czego jest również język pełen ciętych komentarzy i wyszukanych sformułowań, tak dla Chmielewskiej typowy. Mimo upału (albo właśnie z jego powodu) przeczytałam w 1 dzień :)

sobota, 07 lipca 2012

Tytuł powieści jest zaczerpnięty z Szekspira ("Juliusz Cezar"): "Pora przypływu stosownie schwytana wiedzie do szczęścia...", ale jak dodaje Poirot, "są także odpływy, które mogą porwać człowieka na bezkresne morza". Jest to motyw przewodni. Okazje, które się nadarzają, mogą znacznie poprawić (lub też pogorszyć) sytuację człowieka. Pytanie, czy się trafi na przypływ, czy odpływ.

Jest rok 1946, po wojnie i śmierci bogatego krewnego, mającego zabezpieczyć jej przyszłość, rodzina Cloadów nie może się odnaleźć i pogodzić z tym, że majątek dostał się w ręce młodziutkiej wdowy i jej bezczelnego brata. Powietrze przesiąknięte jest 'złą wolą', choć wszyscy udają uprzejmość wobec siebie. Coś musi się stać, i się z pewnością stanie, a osoby sprawców i motywy nie będą łatwe do odgadnięcia. Z dumą wiec donoszę, że wpadłam na część rozwiązania zagadki, co mi się u Christie jeszcze nie zdarzało.

Interesujący jest temat wpływu wojny na człowieka, poruszony przez autorkę. "Nie chodzi o fizyczne niebezpieczeństwa... Groźniejsze jest niebezpieczeństwo duchowe: wniosek, ze nieporównanie łatwiej żyć, kiedy przestanie się myśleć". Po wojnie, a także w przypadku rodziny Cloadów po utracie zabezpieczenia finansowego, trzeba samemu wziąć za swoje życie odpowiedzialność. A to może być trudne i przynieść zaskakujące odkrycie na temat własnego charakteru...

piątek, 06 lipca 2012

Niby to się wie, że lubiła czytać i nie była całkiem taka, jak na pierwszy rzut oka. Ale kiedy przeczytałam poniższe słowa, byłam bardzo poruszona. Sama mogłabym tak napisać chwilami...

 

"Tylko cząstka nas

może dotknąć cząstki drugiego człowieka -

czyjaś prawda jest tylko

czyjąś prawdą - niczym więcej.

Możemy dzielić się jedynie

cząstką, którą inni są zdolni zrozumieć

i tak oto jesteśmy

prawie zawsze sami.

Jako że najwyraźniej tak się dzieje

również w naturze - w najlepszym razie

nasz rozum mógłby zająć się szukaniem

samotności drugiego człowieka"

MM w notesie

Na magazyn trafiłam przypadkowo, w Matrasie. Kupiłam, a jak że. Generalnie kolorowych pism nie czytam, bo mnie nudzą, rzadko tylko psychologiczne lub o dzieciach (rzadko z powodu braku czasu). Ale czasem ma się ochotę na coś kolorowego i o tym, co lubię. Dzisiaj, szukając zdjęcia do wpisu, trafiłam na tak krytyczne recenzje i komentarze nt. tego magazynu, że się zdziwiłam strasznie. Podobno nie odpowiada formule, którą przyjęli autorzy wydania. Nie zastanawiałam się, jaka powinna być formuła przyjęta przez kogoś. Po prostu miło spędziłam czas, dowiedziałam się o książkach, o których wcześniej nie słyszałam i jestem happy :) Czytałam numer pilotażowy i kilka następnych tak długo, że za chwilę magazyn będzie obchodził pierwsze urodziny. Czy to źle o nim świadczy? Nie sądzę, w tym roku w ogóle mało przeczytałam, bynajmniej nie z braku chęci. Plus w przypadku "Papermint" jest taki, że stare numery kosztują 1zł (choć dla niektórych to minus!). Są kupony upoważniające do kupienia książek za 3 zł (jedną kupiłam, czy jest coś warta okaże się, jak przeczytam). Żeby nie przeciągać: podoba mi się jako alternatywa dla tych, co nie czytają Elle czy Viva (broń Boże, nie mam zamiaru złego słowa powiedzieć o tych, co czytają!), a chcą coś kolorowego do kawy i o książkach.