Zakładki:
0. W planach (to, czego nie ma na lubimyczytac.pl)
1. Przeczytane w 2015
2. Przeczytane w 2009 lub wcześniej
2. Przeczytane w 2010
2. Przeczytane w 2011
2. Przeczytane w 2012
2. Przeczytane w 2013
2. Przeczytane w 2014
3. Słowniki etc
4. Poradniki
Czytam innych
Filmy
Filmy ulubione
Od zmierzchu do świtu
Seriale

środa, 19 września 2012

Książki Cormaca McCarthy „Droga” i „W ciemność” przeczytałam w lipcu zeszłego roku i to, ze piszę o nich dopiero teraz, nie tyle oznacza prześladujący mnie brak czasu, jak w przypadku różnych innych przeczytanych „ostatnio”, lecz raczej jest wyrazem wrażenia, które na mnie wywarły – musiał minąć czas, by te wrażenia przetrawić. Zaczęłam od „W ciemność” i był to mój pierwszy kontakt z tym autorem (przed tym oglądałam jedynie „To nie jest kraj dla starych ludzi” na podstawie jego powieści o tymże tytule).

Ciemność jest tu kluczem i do tej pory czuję ją wyraźnie, kiedy wspominam o tej książce. Mroczna ta opowieść snuje się przede wszystkim wokół matki, której dziecko zostało odebrane zaraz po urodzeniu i która usiłuje je odnaleźć gdzieś w Ameryce na początku XX wieku. Czytałam na Mazurach, pływając ze znajomymi jachtem, zachęcona przez jednego z nich – i mrok mnie precyzyjnie owijał, wrażenie spotęgowane pewnie przez kontrast z otoczeniem i fakt, że mój własny bobas przebywał wówczas z dala ode mnie, cóż że na Białorusi, bezpieczny pod opieka mojej własnej mamy, matczyne niepokoje są, jak wiadomo, irracjonalne.

Fenomenalne w tym dziele dla mnie okazało się to, że pomimo dołującego wpływu nie potrafiłam się oderwać i w regularnych odstępach zaszywałam się pod pokładem jachtu, by chociaż na 10 minut zanurzyć się w okrutny świat opisywany przez Cormaca. Niewątpliwie ten mroczny magnetyzm jest zasługą autora, pięknie widzącego naturę i całkiem inaczej zamieszkujących tę planetę ludzi, ale przyczynkiem było też pragnienie doczekania się rozwiązania i, nie wstydzę się tego, happy endu – gdyż w przypadku spraw dotyczących dzieci jestem za owym happy endem nieugięcie! Czy się doczekałam, zdradzać rzecz jasna nie wypada…

Jednym z motywów „W ciemność” jest motyw drogi i tak się stało, że po powrocie z Mazur do domu za „Drogę” się wzięłam. Ta sama mroczność, ta sama siła oddziaływania, znów niepokojący obraz dziecka w niebezpieczeństwie! Ojciec i syn przebywają długą drogę przez świat po-apokaliptyczny, starając się unikać innych ludzi, często na to miano już nie zasługujących, i szukając pożywienia i innych niezbędnych człowiekowi rzeczy. Czy im się uda odnaleźć jakieś miejsce w miarę bezpieczne, należy przeczytać, względnie obejrzeć film (poprawna ekranizacja w rez. J. Hillcoata, w roli głównej Viggo Mortensen). Bardzo pozytywnie odebrałam brak opisu katastrofy, która doprowadziła do zniknięcia naszej cudnej cywilizacji ze skłonnościami samobójczymi – w końcu, czy nie wszystko jedno, jakie głupie czyny doprowadzą do „końca świata”? Najciekawsze jest „życie po życiu”, zmiana hierarchii wartości, zanikanie pojęć typu „wiara” czy „nadzieja”, o „miłości” lub „dobroci” nie wspominając. No i tragedia jednostki uwikłanej w powyższe.

Podsumowując, molom o słabych nerwach Cormaca odradzam, tym o przeciętnych+ gorąco polecam!