Zakładki:
0. W planach (to, czego nie ma na lubimyczytac.pl)
1. Przeczytane w 2015
2. Przeczytane w 2009 lub wcześniej
2. Przeczytane w 2010
2. Przeczytane w 2011
2. Przeczytane w 2012
2. Przeczytane w 2013
2. Przeczytane w 2014
3. Słowniki etc
4. Poradniki
Czytam innych
Filmy
Filmy ulubione
Od zmierzchu do świtu
Seriale

magazyny

piątek, 06 lipca 2012

Niby to się wie, że lubiła czytać i nie była całkiem taka, jak na pierwszy rzut oka. Ale kiedy przeczytałam poniższe słowa, byłam bardzo poruszona. Sama mogłabym tak napisać chwilami...

 

"Tylko cząstka nas

może dotknąć cząstki drugiego człowieka -

czyjaś prawda jest tylko

czyjąś prawdą - niczym więcej.

Możemy dzielić się jedynie

cząstką, którą inni są zdolni zrozumieć

i tak oto jesteśmy

prawie zawsze sami.

Jako że najwyraźniej tak się dzieje

również w naturze - w najlepszym razie

nasz rozum mógłby zająć się szukaniem

samotności drugiego człowieka"

MM w notesie

Na magazyn trafiłam przypadkowo, w Matrasie. Kupiłam, a jak że. Generalnie kolorowych pism nie czytam, bo mnie nudzą, rzadko tylko psychologiczne lub o dzieciach (rzadko z powodu braku czasu). Ale czasem ma się ochotę na coś kolorowego i o tym, co lubię. Dzisiaj, szukając zdjęcia do wpisu, trafiłam na tak krytyczne recenzje i komentarze nt. tego magazynu, że się zdziwiłam strasznie. Podobno nie odpowiada formule, którą przyjęli autorzy wydania. Nie zastanawiałam się, jaka powinna być formuła przyjęta przez kogoś. Po prostu miło spędziłam czas, dowiedziałam się o książkach, o których wcześniej nie słyszałam i jestem happy :) Czytałam numer pilotażowy i kilka następnych tak długo, że za chwilę magazyn będzie obchodził pierwsze urodziny. Czy to źle o nim świadczy? Nie sądzę, w tym roku w ogóle mało przeczytałam, bynajmniej nie z braku chęci. Plus w przypadku "Papermint" jest taki, że stare numery kosztują 1zł (choć dla niektórych to minus!). Są kupony upoważniające do kupienia książek za 3 zł (jedną kupiłam, czy jest coś warta okaże się, jak przeczytam). Żeby nie przeciągać: podoba mi się jako alternatywa dla tych, co nie czytają Elle czy Viva (broń Boże, nie mam zamiaru złego słowa powiedzieć o tych, co czytają!), a chcą coś kolorowego do kawy i o książkach.